„Marcowa masakra” też się podoba :-)

Nie chcę pisać o tym, co się dzieję, nie chcę pisać o wojnie na Ukrainie. Wszędzie pojawiają się informacje na ten temat, jedynie bym je powielała, bo przecież nie napiszę nic nowego, specem od stosunków międzynarodowych ani od konfliktów militarnych nie jestem. Ale jestem pisarzem, a to właśnie w książki bardzo często uciekamy od rzeczywistości, pomagają nam one przetrwać trudny czas. Tak więc robię to co zwykle piszę. I cieszę się, że Wam się moje teksty podobają.

PS Ale nawet jak nie znamy się na wojnie, to pomóc możemy. To robię i do tego zachęcam.

 

„Sezon na zbrodnie” chyba jest hitem ;-)

A w każdym razie tak wynika z jego notowań na Storytelu.  Bardzo mnie to cieszy, bo po pierwsze autor zawsze jest zadowolony, gdy czytelnikom podoba się to, co napisał, a po drugie opowiadania wydają mi się formą trudniejszą niż powieść i napisanie ich było dla mnie wyzwaniem.

Sukces „Sezonu na zbrodnię”, a dokładnie opowiadania „Luty niesie śmierć” doceniło też moje wydawnictwo (Oficynka) i Lind and Company 🙂 Dziękuję 🙂

Dom Zdrojowy na Brzeźnie

Niedawno byłam na spacerze na Brzeźnie w okolicy Domu Zdrojowego. I jestem pod wrażeniem. Co prawda nie weszliśmy do środka, ale z zewnątrz prezentuje się naprawdę świetnie. Kiedyś mieszkałam niedaleko i przechodziłam obok niszczejącej budowli nawet idąc do sklepu na zakupy. Nie raz rozmawialiśmy na temat tego, co mogłoby w nim być, gdyby ktoś zabrał się za remont. Jakiś czas temu, pisząc kolejną książkę z Gdańskiem w tle, zastanawiałam się, czy nie umieścić w nim jakichś zwłok, ale w końcu zrezygnowałam. Teraz sceneria zmieniła się 😉 Trochę mi żal takiej niewykorzystanej miejscówki, bo już kilka razy niezamierzenie opisałam miejsca, które niedługo po ukazaniu się powieści zupełnie zmieniły swój charakter.

A Dom Zdrojowy wygląda teraz tak, jak na zdjęciach poniżej.

 

Gdzie się podziewa czas?

Mam wrażenie, że czas biegnie jak oszalały. Albo może mam go za mało. Poplanowanych mam masę rzeczy, tych związanych z pisaniem i tych prywatnych i co chwilę orientuję się, że na coś mi tego czasu zabrakło. Znowu nie robiłam wpisów, chociaż wiele razy obiecywałam sobie, że będę tu pisała regularnie. Może trochę usprawiedliwią mnie:

  • dwa deadliny związane z „Sezonem na zbrodnie” (bardzo się cieszę, że tak się Wam spodobały opowiadania z Gromskim)
  • praca z grafikiem
  • praca inna niż pisanie (niestety jeszcze jestem pisarzem półetetowym)
  • ustalanie rozmaitych planów związanych z kolejnymi powieściami.
  • wakacje (tak, wreszcie pojechaliśmy na wakacje), na których było jak poniżej 🙂

 

 

Spacer literacki

W ostatnią sobotę miał miejsce spacer śladami Uszkiera. Trochę się obawiałam, czy przypadkiem deszcze nie przerwie nam spotkania, ale okazał się łaskawy i tylko na początku nieco postraszył. Mimo niezbyt sprzyjającej aury frekwencja dopisała i mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawili. Przeszliśmy trasą wiodącą od Ratusza Staromiejskiego, przez Targ Węglowy do gdańskiej mariny. Spacer zakończyły rozmowy z czytelnikami, podpisywanie książek i wspólne zdjęcia.

O spacerze można również przeczytać na trojmiasto.pl.

Spacer śladami Uszkiera

 

 

Mam maszynę!

No nie do szycia 😉

Bardzo chciałam mieć takiego starocia już od dawna.

I oto…

Doszła. Ciężka jak nie wiem co (nie ma opcji, żeby ją ktoś ze stolika zepchnął, szybciej nabawiłby się siniaków), zapakowana w wiele warstw, żeby nic jej się po drodze nie stało (karton, styropian, folia, a także… puste butelki plastikowe), trafiła wczoraj do mnie. Śliczniutka. Stoi już na stoliku (tak, muszę oddać go do renowacji) i popatruję na nią co chwilę 🙂 A nawet coś napisałam 🤣

Podziwiajcie!

Znowu uciekł mi czas

Od jakiego czasu mam wrażenie, że ledwo był poniedziałek, już jest piątek. Tydzień się jakoś skurczył, a co za tym idzie i miesiąc. A nawet rok. Pracuję intensywnie nad kolejną książką, kończę opowiadania, oprócz tego tego mam inne zajęcia (jak każdy) i nagle okazuje się że znowu wrzesień, a ja żyje w błogiej świadomości, ze właśnie rozpoczęło się lato. Zdecydowanie wolę słoneczne i cieple dni od ponurych i deszczowych. I nie pociesza mnie fakt, że nastał czas pieczenia ziemniaków w ogniskach, bo i tak nie mam tego gdzie zrobić.

No nic. Aby do wiosny. A może będziemy mieli złota polską jesień? Kto wie?

 

Zbliża się koniec lata?

Niejednokrotnie wspominałam, że lubię pisać na dworze. Gdybym miała duży ogród, pewnie postarałabym się o to, żeby było tam jakieś fajne miejsce do pracy. Dzisiaj wietrzę się – i jest to właściwe określenie – i poprawiam ostatnie opowiadanie z serii „Sezon na zbrodnie” na werandzie. Wieje, ale jest fajnie. Na szczęście jestem trochę osłonięta i wiatr nie szarpie moim włosami tak, jak wczoraj nad morzem – niżej zdjęcie poglądowe – bo pisanie byłoby utrudnione 😉
Zastanawiam się, jak długo jeszcze będę mogła siedzieć z laptopem na dworze. Może do października? Najwyżej kupię sobie rękawiczki bez palców.