Ciało poniekąd ponętne

Dokładnie za miesiąc, 12 maja, będzie miała premierę moja czwarta powieść z serii z Alicją i Julką. Czekam tak, jak na poprzednie i to się chyba nie zmieni.

Wcześniejsze to

„Zwłoki powinny być martwe”

„Wakacje z trupami”

„Zimne nóżki nieboszczyka”

Jak zapewne zauważyliście, w każdym tytule jest określenie dotyczące człowieka, który nie żyje. Jeszcze trochę tych słów jest 😉

 

Czwartek ze zbrodnią – morderstwo z 1936 roku (Gdańsk)

Dzisiaj zabieram Państwa do przedwojennego Gdańska.

W kamienicy przy ulicy Stiftswinkel mieszkała starsza samotna kobieta, wdowa Weronika Felstan. Mimo wieku, była żwawa, wesoła i pełna życia. Krzątając się po mieszkaniu podśpiewywała i gdy któregoś dnia zapanowała cisza sąsiedzi poczuli się zaniepokojeni. Początkowo myśleli, że jest chora, jednak gdy cisza przedłużała się, a o wyjeździe na święta wielkanocne nikt nie słyszał, zawiadomiono do brata kobiety. Mężczyzna przyjechał natychmiast, a jako ślusarz bez większych problemów sforsował drzwi. Już myślał, że mieszkanie jest puste, ale znalazł siostrę w ostatnim pomieszczeniu, w łazience. Kobieta była martwa i leżała w kałuży krwi. Na szyi miała zaciśnięty skórzany pasek. Natychmiast wezwano policję

Śledztwo prowadził komisarz Pokrzywnicki. Wstępne orzeczenie lekarskie jako datę śmierci wskazało Wielką Sobotę 1932 roku, po południu, o jako bezpośrednią przyczynę śmierci podawało złamanie podstawy czaszki.

Mieszkanie było splądrowane, ale trudno było określić, czy coś zginęło, ponieważ nikt dokładnie nie wiedział, co było w mieszkaniu starszej pani. Wkrótce odkryto, że nie ma pieniędzy, a podobno wdowa miała odłożoną pewną sumę na swój pogrzeb i w związku z tym komisarz przyjął, że najprawdopodobniej było to mord rabunkowy. Wdowa dostawała też rentę po mężu, co mogło dodatkowo skusić mordercę, bo wszystko wskazywało na to, że wiedział, kiedy listonosz przynosi kobiecie pieniądze. W wyniku rozmów ze świadkami komisarz doszedł do wniosku, o tym kiedy Weronika Felstan dostaję rentę najlepiej wiedzieli sąsiedzi. Najprawdopodobniej to właśnie wśród nich trzeba było szukać mordercy.

Dwóch pierwszych, wydawałoby się dobrze pasujących podejrzanych, wykazało się niepodważalnym alibi. Kolejny sąsiad był zadłużony, pożyczał od wdowy pieniądze, a na chwilę zabójstwa nie miał alibi, chory leżał w łóżku. Niestety to też był błędny trop.

Kto zatem zabił starszą panią?

Czasem o powodzeniu dochodzenia decyduje chwila. Podczas kolejnej wizji lokalnej policjanci zorientowali się, że nie tylko sąsiedzi mogli widzieć, kiedy przyszedł listonosz. Wnętrze mieszkania zamordowanej widoczne było z kamienicy naprzeciwko. Do listy potencjalnych sprawców doszli ci mieszkańcy tego domu, którzy mieli wgląd do mieszkania starszej pani. Co ciekawe alibi dla pierwszego podejrzanego, mężczyzny który zdawał się spełniać wszystkie warunki była… lipa. Rozłożyste konary zasłaniały widok z jego pokoju.

Uwagę komisarza zwrócił mężczyzna, który z kamienicy naprzeciwko, z pokoju z doskonałym widokiem na mieszkanie wdowy, wyprowadził się tuż po morderstwie. Już samo zniknięcie tak dobrze zsynchronizowane ze zgonem było podejrzane. Niestety mężczyzna zniknął, wyjechał z Gdańska. W śledztwo została zaangażowana polska policja, która dokonała zatrzymania. Podejrzany długo nie przyznawał się do winy, na szczęście gdańska policja znalazła jego zakrwawiony płaszcz. Wobec takiego dowodu morderca skapitulował.

Przyczyną morderstwa, tak jak już na początku podejrzewał komisarz, był rabunek. Młody mężczyzna potrzebował pieniędzy, bo nie miał za co kupić obrączek i zdecydował się zdobyć je w ten sposób. Twierdził, że nie chciał zabić. Sąd uwzględnił to i morderca trafił do więzienia z wyrokiem 15 lat ciężkich robót.

Jak jednak jest możliwe, że uderzając kilkukrotnie w głowę, aż do złamania podstawy czaszki, a potem dusząc paskiem ofiarę sprawca nie chciał jej zabić? Co innego ogłuszenie w celu pozbawienia przytomności, co innego wielokrotne silne ciosy i duszenie. To było brutalne morderstwo.

 

Zapowiedź nowej powieści

Przed wakacjami do rąk czytelników trafi kolejna część z Alicją i Julką. Tym razem dziewczyny będą prowadziły śledztwo w trudniejszy warunkach, po podczas epidemii, która ogranicza swobodne kontakty.

Tytuł: „Ciało poniekąd ponętne”

A okładka prezentuje się tak:

Jakby tu się sklonować

Serio. Bo znowu zaniedbałam stronę. Po prostu brakuje mi czasu. Pracuję na etacie, a potem piszę. Do tego dochodzą rozmaite rzeczy promocyjne, spotkania on line i życie prywatne.  Doba ma 24 godziny, a tydzień 7 dni i nie chce być inaczej.

Ale po raz kolejny postanowiłam się poprawić…

Zima atakuje

Nie lubię zimy. To znaczy nie lubię zimna, nie lubię mieć na sobie grubej warstwy ciuchów, i brnąć po kolana w śniegu w drodze z pracy do domu.

Lubię jednak białe połacie śniegu. Kuszą. Kuszą tak bardzo, że po raz pierwszy od jakiegoś czasu zrobiłam w śniegu orzełka.

Zupełnie jak jedna z bohaterek w „Zimnych nóżkach nieboszczyka” 🙂

Czwartek ze zbrodnią (morderstwo na strychu)

Dzisiaj wpis dotyczący zbrodni, która miała miejsce prawie 100 lat temu.

W jeden z niewyróżniających się niczym marcowych dni AD 1922 jedna z mieszkanek gdańskiej kamienicy poszła powiesić właśnie zrobione pranie na strychu i praktycznie od razu po wejściu zauważyła leżące w jednej z komórek zwłoki. Przerażona zeszła na dół i powiadomiła właścicielkę boksu, która wezwała policję.

Policja przyjechała prawie natychmiast i obstawiła miejsce zbrodni chroniąc je przed zadeptaniem przez ciekawskich. Sprawa trafiła w ręce zajmującego się ściganiem najgroźniejszych przestępców komisarza Schmidta, który zaczął śledztwo od obejrzenia ciała. Ofiarą był chłopiec, a przyczyną zgonu ciosy w głowę zadane czymś twardym. Oględziny miejsca znalezienia zwłok od razu pozwoliły ustalić, że chłopak zginął gdzieś indziej, a do komórki został przeniesiony. Policja od razu zorientowała się też, że chłopak nie zginął na miejscu, a jego ciało zostało przeniesione. Pytanie brzmiało: skąd?

Odpowiedź na to mogły dać przesłuchania sąsiadów. Z ich wypowiedzi wynikało, że niedawno przed budynkiem kręcili się obcy mężczyźni, a w nocy słyszano hałasy na dachu. Mimo tego, komisarz nabrał wkrótce pewności, że mordercy należy szukać wśród mieszkańców kamienicy. Skąd bowiem ktoś inny wiedziałby, że na strychu można ukryć ciało? I czy obcy nie bałby się wchodzić z nieboszczykiem po schodach? Przecież mógł go zauważyć ktoś z sąsiadów. Na obcego wszyscy zwróciliby uwagę, ale na sąsiada już niekoniecznie.

W wyniku śledztwa okazało się, że zamordowany pracował jako chłopiec na posyłki i roznosił listy, papiery wartościowe oraz pieniądze po Gdańsku. Część pieniędzy, które miał tego dnia przy sobie została skradziona. Co ciekawe, zniknięcie chłopca już dwa dni wcześniej zgłosiła na policję jego babcia.

Podczas, gdy jego podwładni rozmawiali ze świadkami, komisarz Schmidt przeszukiwał strych i wbrew wcześniejszym podejrzeniom dochodził do wniosku, że do morderstwo doszło jednak tutaj. Wytrwale szukał miejsca, gdzie to nastąpiło, aż w końcu jego uwagę zwróciła komórka z wyłamanym skoblem.

Właścicielami komórki było małżeństwo, którego syn, podobnie jak zamordowany, pracował jako chłopak na posyłki. To, i zakrwawiona ściana w ich komórce zdawało się wyraźni wskazywać, gdzie należy szukać sprawcy. Niebawem okazało się, że podejrzany przez jakiś czas oszukiwał pracodawcę fałszując czeki. Gdy wyszło to na jaw, oszust został zwolniony, ale sprawa nie trafiła na policję, bo matka obiecała uregulować całą kwotę. Chłopak zdążył już jednak przyzwyczaić się do posiadania i wydawania pieniędzy większych niż te, które uczciwie zarabiał.

Zabił, żeby je ukraść.

Mimo ewidentnych dowodów (między innymi krwi na ubraniu) chłopak długo nie przyznawał się do winy, obciążał nią kogoś innego lub mówił, że tylko pomógł przenieść ciało i komisarz Schmidt musiał wykazać się cierpliwością i sprytem, żeby uzyskać przyznanie się do morderstwa.

Młodociany morderca został skazany na piętnaście lata więzienia, maksymalny wymiar kary dla nieletnich.

 

Święta, święta i po świętach.

Były nietypowe, spędzone w gronie najbliższej rodziny, czyli w trzy osoby. Jestem przyzwyczajona do świąt, podczas których spotyka się cała rodzina i brakuje mi tego.  Wspólnych rozmów, wygłupów, spacerów. Rozdawania prezentów i publicznego odpakowywania ich.  Zawsze towarzyszy temu śmiech, a obdarowany musi sprostać zadaniu zaprezentowania podarunku, co niekiedy bywa trudne 😉 I taka refleksja nasunęła mi się. Mam szczęście, bo podczas takich spotkań nie dochodzi do kłótni i chyba nikt potem nie mówi, że z rodziną, to najlepiej się wychodzi na zdjęciu. A właśnie takich komentarzy pojawiło się w sieci bardzo dużo. I chyba nie można tego zwalić jedynie na obecną sytuację covidową i stres.

Odpoczełam i nadgoniłam zaległościi filmowe. Pilnowałam, żeby przez trzy dni nic nie robić i oddać się słodkiemu lenistwu. To plus świąt spędzonych w domu, wśród najbliższej rodziny.

 

Znalezisko

Od czasu do czasu w domu trzeba zrobić większy lub mniejszy remont. Bałagan, który wtedy panuje wszyscy znają doskonale.  Remont poddasza trwał trzy tygodnie, a potem trzeba było POSPRZĄTAĆ. Poddasze pełni funkcję naszej domowej biblioteki, a ponieważ książek mamy dużo, to ich układanie książek na półkach zajęło sporo czasu. Prawie skończyliśmy. Przy okazji znalazłam dwa kryminały sprzed wojny. Nie miałam pojęcia, że są w domu, pewnie trafiły do nas z książkami babci. Jeden z nich był sprytnie zamaskowany – zamiast swojej okładki miał okładkę ze śpiewnika, nic dziwnego, że do niego nie zajrzałam.  Oto one:

  • „Niewinność ojca Browna”z 1927 roku

  • „Pantera” z 1937 roku