Dom Zdrojowy na Brzeźnie

Niedawno byłam na spacerze na Brzeźnie w okolicy Domu Zdrojowego. I jestem pod wrażeniem. Co prawda nie weszliśmy do środka, ale z zewnątrz prezentuje się naprawdę świetnie. Kiedyś mieszkałam niedaleko i przechodziłam obok niszczejącej budowli nawet idąc do sklepu na zakupy. Nie raz rozmawialiśmy na temat tego, co mogłoby w nim być, gdyby ktoś zabrał się za remont. Jakiś czas temu, pisząc kolejną książkę z Gdańskiem w tle, zastanawiałam się, czy nie umieścić w nim jakichś zwłok, ale w końcu zrezygnowałam. Teraz sceneria zmieniła się 😉 Trochę mi żal takiej niewykorzystanej miejscówki, bo już kilka razy niezamierzenie opisałam miejsca, które niedługo po ukazaniu się powieści zupełnie zmieniły swój charakter.

A Dom Zdrojowy wygląda teraz tak, jak na zdjęciach poniżej.

 

Gdzie się podziewa czas?

Mam wrażenie, że czas biegnie jak oszalały. Albo może mam go za mało. Poplanowanych mam masę rzeczy, tych związanych z pisaniem i tych prywatnych i co chwilę orientuję się, że na coś mi tego czasu zabrakło. Znowu nie robiłam wpisów, chociaż wiele razy obiecywałam sobie, że będę tu pisała regularnie. Może trochę usprawiedliwią mnie:

  • dwa deadliny związane z „Sezonem na zbrodnie” (bardzo się cieszę, że tak się Wam spodobały opowiadania z Gromskim)
  • praca z grafikiem
  • praca inna niż pisanie (niestety jeszcze jestem pisarzem półetetowym)
  • ustalanie rozmaitych planów związanych z kolejnymi powieściami.
  • wakacje (tak, wreszcie pojechaliśmy na wakacje), na których było jak poniżej 🙂

 

 

Spacer literacki

W ostatnią sobotę miał miejsce spacer śladami Uszkiera. Trochę się obawiałam, czy przypadkiem deszcze nie przerwie nam spotkania, ale okazał się łaskawy i tylko na początku nieco postraszył. Mimo niezbyt sprzyjającej aury frekwencja dopisała i mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawili. Przeszliśmy trasą wiodącą od Ratusza Staromiejskiego, przez Targ Węglowy do gdańskiej mariny. Spacer zakończyły rozmowy z czytelnikami, podpisywanie książek i wspólne zdjęcia.

O spacerze można również przeczytać na trojmiasto.pl.

Spacer śladami Uszkiera

 

 

Mam maszynę!

No nie do szycia 😉

Bardzo chciałam mieć takiego starocia już od dawna.

I oto…

Doszła. Ciężka jak nie wiem co (nie ma opcji, żeby ją ktoś ze stolika zepchnął, szybciej nabawiłby się siniaków), zapakowana w wiele warstw, żeby nic jej się po drodze nie stało (karton, styropian, folia, a także… puste butelki plastikowe), trafiła wczoraj do mnie. Śliczniutka. Stoi już na stoliku (tak, muszę oddać go do renowacji) i popatruję na nią co chwilę 🙂 A nawet coś napisałam 🤣

Podziwiajcie!

Znowu uciekł mi czas

Od jakiego czasu mam wrażenie, że ledwo był poniedziałek, już jest piątek. Tydzień się jakoś skurczył, a co za tym idzie i miesiąc. A nawet rok. Pracuję intensywnie nad kolejną książką, kończę opowiadania, oprócz tego tego mam inne zajęcia (jak każdy) i nagle okazuje się że znowu wrzesień, a ja żyje w błogiej świadomości, ze właśnie rozpoczęło się lato. Zdecydowanie wolę słoneczne i cieple dni od ponurych i deszczowych. I nie pociesza mnie fakt, że nastał czas pieczenia ziemniaków w ogniskach, bo i tak nie mam tego gdzie zrobić.

No nic. Aby do wiosny. A może będziemy mieli złota polską jesień? Kto wie?

 

Zbliża się koniec lata?

Niejednokrotnie wspominałam, że lubię pisać na dworze. Gdybym miała duży ogród, pewnie postarałabym się o to, żeby było tam jakieś fajne miejsce do pracy. Dzisiaj wietrzę się – i jest to właściwe określenie – i poprawiam ostatnie opowiadanie z serii „Sezon na zbrodnie” na werandzie. Wieje, ale jest fajnie. Na szczęście jestem trochę osłonięta i wiatr nie szarpie moim włosami tak, jak wczoraj nad morzem – niżej zdjęcie poglądowe – bo pisanie byłoby utrudnione 😉
Zastanawiam się, jak długo jeszcze będę mogła siedzieć z laptopem na dworze. Może do października? Najwyżej kupię sobie rękawiczki bez palców.

„Kobiety umierają w sierpniu”

Strasznie szybko ten czas leci. Wiele razy obiecywałam sobie, że częściej będę robiła wpisy na stronie. I nie udaje się. I to nie dlatego, że nie chcę, po prostu doba ma tylko 24 godziny. A napisanie dziesięciu opowiadań „trochę” czasu zajmuje. Co miesiąc ukazuje się jedno, ale postanowiłam napisać je jak najszybciej, żeby potem zająć się czymś innym i nie mieć rozgrzebanych kilku tekstów. A przecież są i inne zajęcia, nie tylko pisanie.  W każdym razie żyję i piszę 🙂

I chwalę się. Cztery dni temu pojawił się na Storytelu audiobook drugiego opowiadania z serii ‚Sezon na zbrodnie” – „Kobiety umierają w sierpniu” 🙂 Jest już w najpopularniejszych, co bardzo mnie cieszy.  „Lipcowy dusiciel” też jeszcze jest jest w tym gronie, od ponad miesiąca, co świadczy o tym, że opowiadania z Gromskim przypadły do gustu czytelnikom 🙂 Bardzo się cieszę!

 

„Kobiety umierając w sierpniu” – audiobook

 

 

Premiera „Lipcowego dusiciela”

Nic nie mówiłam, nie chwaliłam się, ale od lipca co miesiąc będzie ukazywał się audiobook, a potem ebook z jednym moim opowiadaniem. Bohaterem całej serii jest ktoś zupełnie nowy, więc nie spodziewajcie się kopii Uszkiera lub Alicji (albo Julki).  Ja polubiłam Macieja Gromskiego już po pierwszym opowiadaniu, więc mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu.

Zbiór opowiadań w formie papierowej też jest przewidziany, ale po audiobookach.

Link do „Lipcowego dusiciela”:

Lipcowy dusiciel